Moja historia odchudzania


Moja prawdziwa walka z kg zaczęła się po urodzeniu dziecka. W ciąży przytyłam ok 30 kg. Wydawało mi się, że skoro spodziewam się dziecka, mogę sobie na wszystko pozwolić i zapomnieć o aktywności fizycznej. Właśnie...wydawało mi się.
Niestety po porodzie samo "zeszło ze mnie ok 5, może 7 kg. Nigdy nie byłam zadowolona ze swojego wyglądu, ale wtedy chciało mi się płakać, kiedy na siebie patrzyłam.
Na początku wydawało mi się, że w końcu jestem matką i to teraz jest najważniejsze. Jednak nie potrafiłam się oszukiwać. Nie przestałam być kobietą a dniu, kiedy urodziłam córkę! 
Zaczęłam dużo chodzić na spacer. Dziennie przechodziłam od 6 do 11 km. Od samego początku przyzwyczaiłam córkę do długich spacerów i drzemek w wózku, więc mogłam sobie na to pozwolić. Robiłam a6w, brzuszki, ćwiczyłam z Ewą. Tak naprawdę nie ważne co - ważne, żeby się nie poddawać i ćwiczyć systematycznie. 
Jeśli chodzi o dietę - jadłam wszystko na co miałam ochotę. Słodycze, czasem kebaby, ale nie w ogromnych ilościach i nie zbyt często. Znam siebie i wiem, że jeśli długo sobie czegoś odmawiam to pewne jest, że rzucę się na to i na jednym gryzie się nie skończy :) Moja dieta to 1200 kcal. I dużo warzyw na parze. Za owocami niestety nie przepadam.Nigdy nie myślę, że jestem na diecie i czegoś nie mogę... samo słowo dieta wyzwala we mnie głód. A słowo nie mogę zastąpiłam nie chcę :)

Jedyną radą jaką mogę wam dać jest zmiana postrzegania samego siebie. Co to znaczy? Traktujcie siebie jako swojego najlepszego przyjaciela. Przyjaciela się nie oszukuje, nie truje się go i chce dla niego dobrze prawda? Czasem warto popatrzeć na siebie z boku i pomyśleć o sobie jak o dziecku, któremu dajemy dobre rady. Wziąć się za rękę i poprowadzić do życia jakiego naprawdę chcemy, a nie jakiego od nas oczekują. Stawiajmy sobie cele bo życie bez ryzyka jest nudne. Walczmy o to co dla nas najlepsze.


sierpień 2011 start (3 m po porodzie)






69 kg (sierpień 2012)








grudzień 2012




Walka trwa!