niedziela, 5 czerwca 2016

Jak oszczędzać? Jak wydawać mniej na jedzenie?

Zainspirowana postem Marchewkowe myśli postanowiłam napisać jak to jest u mnie :)

Przyznam szczerze, że nie lubię wydawać pieniędzy na pierdoły. Wkurza mnie nadmiar zabawek, zalegające jedzenie w lodówce i sterty ubrań. Wiadomo, czasem przychodzi dzień w którym zwyczajnie mam ochotę poszaleć, ale nie dzieje się to zbyt często. Kiedy w domu był mąż, to on robił większość zakupów. Nie zbierałam paragonów, nie robiłam listy zakupów i kupowałam oczami. Od kiedy wyjechał zaczęłam zbierać wszystkie paragony, zapisywać każdą wydaną złotówkę i doszłam tym sposobem na co uciekają mi pieniądze.

1. Słodycze, przekąski i napoje gazowane.

Teraz już ich nie kupuję bo raz, że jestem na diecie, dwa, nie kupując ich z każdych zakupów zostaje mi ok 20 zł w portfelu. Z mężem kupowaliśmy chipsy, ciastka, kremy czekoladowe na kanapki itp. Jakieś soki i słodkie napoje. Zrezygnowałam z tego prawie całkowicie. Kupiłam sobie za to dzbanek z filtrem i powiem Wam, że sprawdza się świetnie.

2. Lista zakupów

To bardzo ułatwia życie. Można np. ułożyć sobie jadłospis na cały tydzień, kupić odpowiednie produkty i mieć z głowy wizyty w sklepie na 7 dni. Wcześniej wolałam chodzić do sklepu co dziennie, kiedy chodziłam na spacer, ale to zawsze kończyło się nadprogramowymi zakupami typu lody, czekolada itp

3. Kosmetyki

Kiedy zaczęły mi się nie mieścić w kuferkach, powiedziałam koniec! Teraz kupuje sobie balsam i używam go do końca. Doszłam do wniosku, że nie potrzebuje 15 błyszczyków, bo ostatecznie i tak leżą i zasychają :) Kupiłam tylko jakiś czas temu w Rosmanie na promocji -49% podkład, którego byłam pewna, puder i dwa tusze. Czekają sobie na swoją kolej.

4. Zbieraj paragony i zapisuj wydatki

To chyba najważniejsze. Kiedy ma się wgląd w to na co się wydaje pieniądze, łatwiej jest ocenić, co jest zbędne. Można np zliczyć wydatki nadprogramowe typu urodziny, wizyta u lekarza i tym samym wiedzieć, ile tak naprawdę wydaje się na samo jedzenie, ile na kosmetyki, ile na ubrania, gdzie można zaoszczędzić.

5. Zabawki, ubrania dla dzieci

Zabawki...nie kupuje ich. Wkurzają mnie okropnie. Zabawki pod choinkę, które mało nie kosztowały leżą i kurzą się w szafie. Zabawki u nas są przechodnie, po kuzynach. Z małymi wyjątkami. Ubrania. Też sobie przekazujemy. Kiedy kupuję nowe ubrania, nie szaleje. Kiedy córka była malutka, kupowałam te śliczne szmatki, które założyła 3 razy. Zresztą, kiedy się nagromadzi ubrań, zapomina się co się już ma.

To chyba wszystko. Może komuś się przyda. Czasem myślę, że nawet gdybym była bogata i tak nie wydawałabym kasy na pierdoły :)

6 komentarzy:

  1. Cieszę się, że Cię mój wpis zainspirował hehe :) Mam bardzo podobnie: lista na zakupy, zastanowienie się 20 razy, czy ja naprawdę tego potrzebuję, a słodyczy nie kupuję już od dawna... No ale z tym ostatnim mam łatwiej, mieszkam sama...

    OdpowiedzUsuń
  2. Również zbieram paragony. Ale tak naprawdę zaczęłam oszczędzać pieniądze i zdrowie, gdy rzuciłam palenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czasem nie wszystko umieszczę na liście zakupów. Przypomni mi się dopiero w sklepie, że jeszcze domestos czy pastę do zębów trzeba kupić. Zazwyczaj są to takie własnie srodki do higieny lub srodki czystości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe wskazówki. Cześć stosuje, ale czas wprowadzić resztę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio tak siedziałyśmy w większym gronie kobiet i stwierdziłyśmy, że największym problemem jest wydawanie pieniędzy na kupowania jedzenia na mieście (a zawłaszcza przekąsek). Mnie on akurat nie dotyczy ale jak zliczyłyśmy ile można wydać na codzienną kawę choćby w najpopularniejszej sieciówce fast foodowej, to się ucieszyłam, że kawy nie piję i do tej sieciówki nie chodzę.
    Dużo jednak wydaje na owoce i warzywa i sprawdzam czy są dobrej jakości i niestety za jakość płaci się nieco więcej. Miejmy nadzieję, że w przyszłości się to zwróci w postaci mniejszych pieniędzy wydawanych na lekarstwa, bo te kosztują krocie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)