czwartek, 27 sierpnia 2015

Prowadzenie bloga to nie bułka z masłem.

To znaczy, jeśli chce się mieć coś więcej z bloga, oprócz oczywiście satysfakcji z pisania, niestety trzeba się napracować. Ostatnio się o tym przekonałam. Postanowiłam, że ruszę z miejsca i bloga i wkurzoną żonę i sklep na cupsell (chociaż wkurzona żona idzie jak kuna rowem - czyli szybko ;) )
Dziewczyny... te, które macie bardzo dużo wejść. Szacun. Ile Was to musi kosztować pracy, to tylko Wy wiecie. Jak słyszę, że blogerzy mają kasę za nic, to mnie skręca. Nie mówię tu oczywiście o sławnych nazwiskach.
Stale pisać, żeby nie wypaść z góry "spisów blogów".
Stale odwiedzać innych blogerów.
Stale aktualizować "fanpejdż", instagram i inne.
A gdzie inne czynności życiowe? Teraz już rozumiem dlaczego i po co, niektórzy rezygnują z pracy, aby poświęcać swoim stronom np.8 godzin dziennie.
Wiadomo, jeśli już sobie coś wypracujemy, kręci się samo, ale samo się nie zrobi.
Ja siedzę po nocach, mój telefon jest stale umierający, ale popchnę to. Wiecie czemu? Żeby udowodnić coś mojemu mężowi.
On ostatnio dał mi do zrozumienia, że ja swój wolny czas powinnam poświęcać np.sprzątaniu, bo to relaksuje...to niech sam się relaksuje w ten sposób.
Ja non stop pracuje, bo dwoje dzieci to praca, sprzątam i gotuję. Chodzę na spacery i do tego staram się coś robić. Jestem czasem zmęczona, bo synek na mnie non stop wisi i wymaga uwagi non stop - zaczyna chodzić i wszystko zjada :) To taki mały przytulas. Mimo swoich 10 miesięcy, leci do mamy i wspina się po buziaka :)
Brakuje mi wsparcia, kogoś kto powie, dobrze Ci idzie, świetnie sobie radzisz. Kogoś realnego a nie odbicia w lustrze. Wiem, że na Was można liczyć, ale wiecie o co mi chodzi prawda? I wreszcie kogoś kto nie urządza sobie ze mnie wiecznych "podśmiechujek".
Liczę na siebie i dlatego jeszcze nie rzuciłam tego wszystkiego w cholerę i się nie poddałam. Jednak nawet najsilniejsi potrzebują czasem odpocząć i zdać się na drugą osobę.
Dlatego właśnie przywiązałam się do biegalni i do wkurzonej żony, bo wkładam w nie sporo wysiłku i szczerze lubię. Pomagają mi przetrwać. Szczerze, to już nawet nie przejmuje się tym, że jacyś moi znajomi znajdą tego bloga, że wiedzą, że wkurzona żona to ja. Niech myślą co chcą, bo i tak od żadnej osoby, która potrafi coś wyśmiać, nie otrzyma się nic dobrego, takie osoby lepiej omijać, a ich zdanie zwyczajnie olać.



16 komentarzy:

  1. Serio? Mam nadzieję, że w czasie roku szkolnego uda mi się dalej prowadzić systematycznie mojego bloga. Szczerze? Trochę dziwi mnie mała ilość odwiedzić (200 na dzień), no ale cóż zrobię? Fun page nie prowadzę, bo facebooka mi usunął, a instagrama mam z architekturą, roślinnością, krajobrazami świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to tak różnie...czasm 200, czasem 500. Ale pewne stare wpisy są nadal na topie. Na wszystko potrzeba czasu i cierpliwości :)

      Usuń
    2. P.s ale jak to Ci usuneli fp? Sami?

      Usuń
    3. No xd, odwołanie nie pomogło :)

      Usuń
  2. A ja się cieszyłam ze miałam ostatnio 20 wejść... Hehehehe.. tez się zastanawiam, kiedy ludzie znajdują na to czas. Chyba są super organizatorami dnia. I jak tak piszesz o swoim mężu, to swojego powinnam po rękach całować i wymasować mu te stopy od czasu do czasu jak prosi.
    Co do synka. Jest przytulaśny? Super. :D Jak swojej Julce daje buziaka to potrafię od niej jeszcze po mordzie dostać. :P Wczoraj jej siostra cioteczna ją przytulała i buziakami obsypywała. Mojej się to chyba średnio spodobało, bo zaraz ręka w ruch i "pac pac" po siostrzanej buzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio nawet zastanawiałam się nad założeniem blogowego Instagrama. Może gdzieś tam w przyszłości wpadnie mi do głowy pomysł na stronę na fejsie. Ale już teraz, kiedy myślę o tym Instagramie, dodatkowo towarzyszy mi myśl "a kiedy ja na to zajdę czas?". Przecież jest tyle ciekawszych rzeczy do roboty, niż nieustanne siedzenie przed komputerem czy z nosem w telefonie. Więc w sumie nie dziwię się, że są osoby, które rezygnują z pracy, by dbać o swój internetowy "biznes", bo jeśli faktycznie przynosi im on zyski... Sama jednak raczej nigdy tego nie osiągnę, w sumie nie jest to też moim celem ^^ Bloga prowadzę dla siebie, a co będzie w przyszłości? Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze, zaczęłam prowadzić bloga, żeby mi pomógł w mojej walce z kilogramami. Wątpię, że kiedyś będę na tym zarabiała. Ostatnio zwrócił sie do mnie jeden portal o tematyce odchudzania z propozycją przetestowania "czegoś", odmówiłam, bo po pierwsze nie korzystam z "tego" i nie chcę na siłę pisać o czymś, na czym się nie znam, a po drugie piszę dla siebie i dla tych parę czytelników, a nie na zamówienie kogoś :) ciekawa jestem czy ktoś z bloggerek na to się zgodził, wkrótce zobaczymy :)

    I jeszcze. Mam dużo mniej wejść od Ciebie, więc się ciesz :P a jeżeli serio, to twój blog jest jednym z tych, który naprawdę bardzo lubię czytać. Poważnie, nie chcę tu słodzić, ale piszesz o takich życiowych sprawach, nie urodziłaś się z figurą modelki i musisz lepić swoją z tego, co masz, a do tego masz na głowie cały dom do ogarnięcia, dzieci i męża, który zamiast wspierać Ciebie, jeszcze bardziej dołuje. Więc, wiesz, jesteś Mega :) Tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dostałam dwie propozycje, ale na jedną się zgodziłam bo od tego portalu wszystko się zaczęło. Dzięki kochana za miłe słowa :* wiesz ja też tak zaczęłam, ale niektóre oferty biorę :p teraz np.czuję się lekko zdołowana bo mój tata (rakowiec) leży w szpitalu i złapał zapalenie płuc :/ zazwyczaj kończy się to źle, ale co zrobić. Zostaje myśleć pozytywnie.

      Usuń
    2. Ja też dostałam od pewnego portalu propozycję przetestowania aplikacji na telefon i zgodziłam się :) czasem tam się udzielam, a że nowości lubię, więc pomyślałam: dlaczego nie?

      Usuń
  5. Zapraszam na swój BLOG poświęcony bieganiu w SPARTAN RACE
    crossfitowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Blog to moja odskocznia. Piszę kiedy chcę i w sumie nie wiem, czy chciałabym na nim zarabiać.

    Współczuję Ci, Kochana, że nie masz oparcia, takiego realnego. Bo wirtualne masz na pewno. Każdy może Cię zapewnić, w tym i ja, że radzisz sobie świetnie. I jeszcze nie zwariowałaś! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja też, ale gdyby się dało to czemu nie ;)

      Usuń
    2. Gdyby była jakaś fajna współpraca to faktycznie czemu nie. Nie chcę po prostu, żeby robić coś na siłę i wbrew sobie. ;)

      Usuń
  7. Moim zdaniem wiele osiągnęłaś w sferze blogowej Kochana :*

    A co do męża to kurde współczuję, ja bym chyba nie dała rady bez wsparcia. Mój chłopak nawet jak nie rozumie po co to robię to nie pyta i cieszy się ze mną jak małe dziecko, że mi idzie to czy tamto. Może powinnaś z nim pogadać ? Bo jak ludzie ciągną nas w dół zamiast w górę to nie jest fajne :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś wielka, serio. Od jakiegoś czasu regularnie zaglądam na Twojego bloga i jestem pełna podziwu, że pomimo tylu spraw na głowie masz czas pisać kolejne posty i dzielić się z nami swoim życiem. Pozdrawiam i mam nadzieję, że nigdy nie odpuścisz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Duuuużo siły i wsparci tych najbliższych życzę :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)