środa, 20 maja 2015

Jak wrócić do formy fizycznej (i psychicznej) po urodzeniu dziecka.

Do napisania tego postu, skłoniła mnie obserwacja statystyk, czego głównie szukacie na moim blogu.
Okazuje się, że jednym z najczęściej przekierowujących haseł to np:

Czy po urodzeniu dziecka można wyglądać lepiej niż przed?
Figura po ciąży.

Nie uważam się za eksperta w tej sprawie, bo nie doszłam jeszcze do wymarzonej sylwetki, nie jestem na super zdrowej diecie i nie ćwiczę z zapałem, ale chcę w tym wpisie podzielić się z Wami moimi dotychczasowymi doświadczeniami z dwóch ciąż. Zebrać wszystko w jeden post.



Zacznę od psychiki.

Moim zdaniem, trzeba zacząć od psychiki. Nasze nastawienie jest tu kluczowe.
Kiedy jesteśmy w ciąży, często wydaje nam się, że będzie kolorowo. Mały, różowy bobasek, wspólne rodzinne spacery, podział obowiązków. Jeśli tak jest u Ciebie - zazdroszczę, jesteś szczęściarą.
Jednak, często bywa tak, że po porodzie zostajemy ze wszystkim praktycznie same. Mąż w pracy, teściowa wie wszystko lepiej, swoimi dobrymi radami utwierdza nas w przekonaniu, że my gówniary nie znamy się tak na wychowaniu dzieci, jak kobiety kiedyś, a w ogóle w dupach nam się poprzewracało, że chcemy mieć czas dla siebie. Gdzieś, z tyłu głowy szepce głos, że przecież jesteśmy matkami, nie możemy mieć teraz czasu dla siebie. Może zamiast iść do fryzjera, golić nogi i zwyczajnie nic nie robić, powinnyśmy ten czas poświęcić dziecku, mężowi, pieczeniu ciasta? Zastanawiamy się, czemu ten mały bobasek czasem doprowadza nas do łez złości? Czemu marzymy o samotnym wyjściu do sklepu, po chleb? Nie mówiąc już o bieganiu czy siłowni. Ja nadal jak mam chwilę dla siebie myślę, że może jestem jednak złą matką, bo powinnam pobawić się ze starszą córką zamiast odpoczywać. Czasem idę na zakupy ciuchowe (czyt.zamawiam na allegro) i zastanawiam się, że właściwie, to może kupię coś dzieciakom. Zwyczajnie szkoda mi kasy na siebie.


Powiedzmy sobie szczerze, wieszanie miliona skarpetek, segregowanie prania, gotowanie zupek, sprzątanie 3 razy w pokoju, żeby znowu był bajzel, nie jest niczym wspaniałym i rozwojowym. Chyba, że to lubisz, to jesteś szczęściarą na swoim miejscu. Ja już nawet nie składam suszarki i dorzucam ciągle ciuchy do sterty "do prasowania". Chętnie bym to zakopała w ogródku, albo podpaliła. A jak oglądam na tvn, jak wieszać pranie i robić przysiady, mam ochotę wyrzucić tv przez balkon.
Zwłaszcza jak posprzątasz pokój, chwile jest porządek, dziecko zajmie się sobą, a Ty usiądziesz przed komputerem, wejdzie mąż i powie: Ooooo widzę, że dzisiaj to się nie przepracowałaś, albo: A Ty znowu przed tym komputerem.Wtedy czuje jak rośnie mi gól, napiera na mnie fala gorąca i wściekłości.
Więc (wiem, nie zaczyna się tak zdania) gotujemy obiadki, zmywamy, sprzątamy, podcieramy tyłki, uśmiechamy się, że wszystko jest słodkopierdzące, ale przyznać się która z nas usłyszała dziękuję? O kwiatku nie wspomnę. Od pewnego czasu, nie staram się już. Może gdybym usłyszała to jedno słowo, może gdybym mogła liczyć na wspólne wyjście z mężem, może wtedy bym się starała bardziej, ale nie może być tak, że kobieta się stara a mężczyzna np. woli wyjść z kolegami na piwo. Przecież ciało kobiety po tak wielkim wysiłku jakim jest poród, nie jest idealne jak kiedyś. Rozstępy, cellulit, nadprogramowe kilogramy = niska samoocena. Do tego dojdzie jeszcze kilka uwag od męża i depresja gotowa.
Kiedy miałam największy dół w życiu, tak ok. 3 miesięcy po urodzeniu drugiego dziecka byłam z tym sama (dzięki bogu za internet). Mąż mówił, że przesadzam, mama, że przecież takie życie. Koleżanka opowiadała mi o wyjazdach firmowych.
Wtedy nadszedł taki moment w którym się wycofałam. Przestałam słuchać ludzi, przestałam się nimi interesować, przestałam się zadręczać, że bałagan, że nie ma obiadu, że odrosty na włosach. Zjadłam któregoś dnia 3 duże czekolady milki i zapiłam to colą, ale tego było mi trzeba.
Trzeba dać sobie czas. Wypłakać się, wyrzucić wszystko z siebie np. na blogu/forum, jak nie ma z kim porozmawiać, wykrzyczeć. Dopiero jak wyrzucimy z siebie całą złość, zrozumiemy siebie, można zacząć myśleć o diecie i ćwiczeniach. Jeśli zaczniemy się odchudzać, bo np.mąż tak chce, a my jesteśmy nieszczęśliwe nie uda się. A jeśli się uda zakończy się frustracją lub bulimią. Może odbić się też na dzieciach, bo matka wkurzona, to i dziecko kapryśne.
Ja sobie wmawiałam, że wszystko będzie dobrze, że wszystko co złe ma jakiś sens, że powinnam dziękować za zdrowe dzieci, za swoje zdrowie, że mam gdzie mieszkać i na tym się skupiałam. To mi pomogło w złych chwilach. Dużo rozmawiam ze sobą, jak dzieje się coś źle staram się spojrzeć na to z boku, ocenić sytuację jak obca osoba, na zimno.

Dieta.

Są dwa rodzaje ludzi. Jedni zakładają sobie, że od dzisiaj nie jem słodyczy i ćwiczę, drudzy też to zakładają, chodzą wkurzeni na cały świat i kupują batona. Ja jestem w tej drugiej grupie. Najdłużej bez słodyczy wytrzymałam 2 tygodnie.
Wiecie jaki błąd myślowy widzę u siebie? Jeśli jem, to mam spokój. A ten spokój zazwyczaj trwa 5 minut. Nawrzucam w siebie słodyczy na poprawę nastroju i czar pryska, a dupa rośnie.
Moja propozycja jest taka, żeby nie odmawiać sobie przyjemności, bo życie jest za krótkie na ciągłe odmawianie sobie wszystkiego. Masz ochotę na batona, to go zjedź i tyle, ale jednego. Masz zły dzień i chcesz zjeść czekoladę - zjedź. Tylko poruszaj się więcej, wyjdź na spacer, pobiegaj z dzieckiem, zjedz mniejszą kolację, poćwicz. I nie rób tego dla nikogo. Tylko dla siebie. Ty masz się czuć dobrze we własnej skórze. Jeśli Ty poczujesz się dobrze sama ze sobą, spojrzysz na siebie i powiesz "wyglądam pięknie", Twój mąż też zacznie to widzieć. Bo zaczniesz z czasem sama o siebie dbać. Zaczniesz znajdować na to czas.

Tu jest moja przemiana po urodzeniu pierwszego dziecka:


 http://biegalnia.blogspot.com/2012/09/po-urodzeniu-dziecka-mozna-wygladac.html.

Teraz jestem w połowie drogi po urodzeniu synka.
Poukładałam sobie przede wszystkim w głowie. Wiem czego oczekuje, nie staram się dogodzić wszystkim dookoła, wyszłam ze strefy komfortu. Wprowadzam plan naprawczy swojego życia.

Na zakończenie tego jak na mnie przydługiego posta powiem Wam, że nie jesteście same. Jest masa ludzi, którzy też szukają towarzystwa do wspólnych ćwiczeń, rozmów. Załóżcie bloga, przejrzyjcie serwisy takie jak: http://sportos.pl/ - tu ludzie szukają towarzystwa do wspólnego uprawiania sportu, motywują się i doradzają, piszcie w grupach wsparcia np. na Vitalia.pl, lub zakładajcie pamiętniki. Tylko nie trzymajcie tego żalu w sobie.







Dasz radę :*





11 komentarzy:

  1. Mnie jeszcze do tego daleko, ale porady cenne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z nieba mi spadłaś tym postem. Ja teraz tak mam. Obiecuję, że już teraz rzucam wszystkie złe nawyki i zaczynam zdrowy tryb życia. Po czym dziecko się budzi, moje pierwsze myśli są następujące "Ona się już obudziła" i mega przerażenie. Następnie biegam za nią wszędzie, bo odkąd zaczęła raczkować to wszędzie jej pełno i nie usiedzi. Jak jest chwilę spokojna to mam ochotę od razu wgryźć się w czekoladę. I tak non stop. Po którymś razie znowu sobie obiecuję, że już koniec z tą galaretą na brzuchu i nogach ale na krótko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jak dziecko się budzi jestem trochę zła...bo dopiero co usiadłam. Ale musimy dać radę, bo jak nie my to kto? :) Trzeba zrobić to dla siebie, bo dziecko kiedyś urośnie, za pare lat odejdzie z domu, a my zostaniemy z niczym. Trzeba już teraz zacząć myśleć o sobie i być trochę egoistycznym :)

      Usuń
    2. Z przyjaciółką wymyśliłyśmy, że będziemy robić zdjęcie każdego swojego posiłku i sobie wysyłać. Tak dla kontroli. Na razie idzie dobrze. ^^

      Usuń
  3. Na szczęście nie mam tego problemu i mam nadzieje, że mimo wszystko narzeczony w przyszłości odciąży mnie z dzieckiem i będę miała czas dla siebie. Chociaż jak piszesz, nadzieje szybko się ulatniają. W życiu trzeba się kierować zasadą mądrego egoizmu, ja od kilku lat wprowadzam go sukcesywnie. Staram się nie robić niczego wbrew sobie, swoje dobro przedkładam na to czego inni ode mnie oczekują. Oczywiście wszystko rozsądnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obrazem z cytatem o herbacie jakoś mnie tak... rozczulił. Bo w biegu, w nawale obowiązków rzeczywiście zapominamy o sobie. Nie mogę się z Tobą porównywać, nie jestem mamą, a mój zakres obowiązków jest znacznie mniejszy, ale kiedy zaczyna mi się wariactwo na uczelni, to także przestaję robić cokolwiek dla siebie. W przerwach od siedzenia z nosem w notatkach lezę do góry brzuchem, zajadając wszystko, co słodkie i znajduje się w zasięgu mojej ręki. Bo skoro tak dzielnie się uczę, to przecież jak najbardziej wolno mi na coś słodkiego. Świetnie, szkoda tylko, że brak mi w tym wszystkim umiaru ;)
    Musiałabym usiąść i się nad wszystkim zastanowić, tak jak Ty usiadłaś i się zastanowiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  5. no właśnie !! bo w tym całym fit lajfstajl'u chodzi nie tylko o wypacanie :) toksyn z ciała, co i z głowy, z zalatanej duszy! Zgrabny zadek, płaski brzusio to ma być wynik uboczny tego życiowe zdrowego "przemeblowania", najważniejsze odbywa się wewnątrz! Świetnie, że stawiasz na siebie w wymiarze mentalnym i fizycznym...you go girl!!! :)!! mocy życzę......niech moc będzie z Tobą i dużo dobrej herbaty :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio trochę czytam na temat dzieci i tego jak kobieta potrafi się czuć po urodzeniu. Wiem, rozumiem, że jest to niesamowity okres w życiu, ale kurczę, naprawdę musi być tak z facetami, że są tak ślepi? Normalnie walnąć takiego porządnie w głowę, może się opamięta... Kobieta zachodzi w ciążę, rodzi facetowi dziecko, a ten potrafi się ta odpłacać. Grrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety...odsetek kochanych mężczyzn jest mały :(

      Usuń
  7. Vitalijki na forum Vitalii potrafią dać niezwykle pozytywnego kopa :)
    czytanie cudzych pamiętników, gdzie dziewczyny opisują swoje sukcesy- uskrzydla !

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)