sobota, 25 lutego 2017

Od tygodnia walczę z anginą

To był koszmar!
Ostatni raz chorowałam bardzo, bardzo dawno temu.Nie wiem, czy nie jakieś 6 lat minęło, od ostatniej poważnej infekcji.
Dopadła mnie angina! Co prawda gardło mnie nie bolało, ale lekarka powiedziała, że powinno mnie nie boleć tylko, nap...ć - tak było obłożone. Gorączka - ok 40 stopni. Pierwszego dnia było mi tak zimno, że kiedy musiałam wystawić nogę z łóżka, myślała, że zwymiotuje od dreszczy. To było w poniedziałek. Dopiero dzisiaj czuję się lepiej a jedyne co mi smakuje to rumianek i herbata. Kakao, smakuje jak olej z solą. Czekolada smakuje jak nic. Makaron na ostro był jedynie zjadliwy. W zasadzie nie żałuje. Może tak zostać szczerze mówiąc.
Do tego wszystkiego mam chore dzieci. Przyznam szczerze, że już sobie nie radziłam i jedno dziecko oddałam na leczenie do mamy....
Mąż oczywiście zachorował 3 dni po mnie. Och jaki on biedny....

piątek, 10 lutego 2017

Czas wrócić do żywych.

Może to zasługa słońca, które wyszło dzisiaj za oknem, może Magdy, która jest super fit, a może już sama mam dosyć swojej leniwej dupy i wiecznego smęcenia i objadania się na pocieszenie kebabami i czekoladą. Obojętnie, czyja to zasługa, muszę wrócić do zdrowego stylu życia i pozytywnego myślenia bo szczeznę. Mogę zakładać tysiąc innych blogów, ale zawsze wracam z podkulonym ogonem tu i zawsze tu mi się udaje.
111 - tyle dni zostało do czerwca. Trzy jedynki, to dobry znak. Skoro można przygotować się do matury w 100 dni to i można schudnąć z 15 kg, bo ja teraz ważę równe 79, jak w mordę strzelił, nie mniej, nie więcej.

Nie jest źle, ale moje spodnie mają trochę inne zdanie na ten temat.






Także tak, spasłam się odrobinkę, ale można upaść wiele razy, ważne, że się wstanie nie?

Jeśli chodzi o centymetry, bo to chyba wazniejsza sprawa od wagi.

Brzuch: 98...
Biodra: 100...
Udo:     56....
Łydka: 36....
Ramię: 30...
Na dobry początek, kupiłam sobie szczotkę do oczyszczania skóry twarzy, bo i ona jest w kiepskim stanie.












środa, 6 lipca 2016

Moja metamorfoza. Największa zmiana zaszła w 4 ostatnie miesiące.

Niestety prowadzenie bloga ostatnio kiepsko mi wychodzi. Nie mam motywacji do częstych wpisów. Zostawiam Was chwilowo z moją metamorfozą. Zaczęłam pooowoooli od marca 2015:








Wtedy ograniczyłam słodycze, nie jadłam ich 40 dni, trochę więcej zaczęłam się ruszać, trochę bardziej o siebie dbać. Ale przełom nastąpił w marcu 2016.







Tu już chodziłam na długie spacery, przechodzę około 7-11 km z wózkiem. Nie ćwiczę, bo mi się zwyczajnie nie chce. Jem w zasadzie wszystko, ale w mniejszych ilościach z większym dodatkiem warzyw. Poukładałam sobie sporo rzeczy w głowie. Odrzuciłam osoby, które chciały tylko brać, które znały do mnie drogę tylko jak czegoś chciały. Zaczęłam dbać o siebie dla siebie, a nie dla kogoś, aby komuś się podobać, zaimponować. To ja mam się sobie podobać. Wyrzuciłam stare szmaty i zaczęłam ładniej się ubierać, rozjaśniłam włosy. Na chwilę obecną jest tak:








Szczerze mówiąc, już nawet nie przejmuje się, że ktoś mnie tu rozpozna. Zdanie osób, które nic nie wnoszą do mojego życia, również przestało mieć dla mnie znaczenie. Pamiętajcie. Warto tylko dla siebie :)

niedziela, 5 czerwca 2016

Jak oszczędzać? Jak wydawać mniej na jedzenie?

Zainspirowana postem Marchewkowe myśli postanowiłam napisać jak to jest u mnie :)

Przyznam szczerze, że nie lubię wydawać pieniędzy na pierdoły. Wkurza mnie nadmiar zabawek, zalegające jedzenie w lodówce i sterty ubrań. Wiadomo, czasem przychodzi dzień w którym zwyczajnie mam ochotę poszaleć, ale nie dzieje się to zbyt często. Kiedy w domu był mąż, to on robił większość zakupów. Nie zbierałam paragonów, nie robiłam listy zakupów i kupowałam oczami. Od kiedy wyjechał zaczęłam zbierać wszystkie paragony, zapisywać każdą wydaną złotówkę i doszłam tym sposobem na co uciekają mi pieniądze.

1. Słodycze, przekąski i napoje gazowane.

Teraz już ich nie kupuję bo raz, że jestem na diecie, dwa, nie kupując ich z każdych zakupów zostaje mi ok 20 zł w portfelu. Z mężem kupowaliśmy chipsy, ciastka, kremy czekoladowe na kanapki itp. Jakieś soki i słodkie napoje. Zrezygnowałam z tego prawie całkowicie. Kupiłam sobie za to dzbanek z filtrem i powiem Wam, że sprawdza się świetnie.

2. Lista zakupów

To bardzo ułatwia życie. Można np. ułożyć sobie jadłospis na cały tydzień, kupić odpowiednie produkty i mieć z głowy wizyty w sklepie na 7 dni. Wcześniej wolałam chodzić do sklepu co dziennie, kiedy chodziłam na spacer, ale to zawsze kończyło się nadprogramowymi zakupami typu lody, czekolada itp

3. Kosmetyki

Kiedy zaczęły mi się nie mieścić w kuferkach, powiedziałam koniec! Teraz kupuje sobie balsam i używam go do końca. Doszłam do wniosku, że nie potrzebuje 15 błyszczyków, bo ostatecznie i tak leżą i zasychają :) Kupiłam tylko jakiś czas temu w Rosmanie na promocji -49% podkład, którego byłam pewna, puder i dwa tusze. Czekają sobie na swoją kolej.

4. Zbieraj paragony i zapisuj wydatki

To chyba najważniejsze. Kiedy ma się wgląd w to na co się wydaje pieniądze, łatwiej jest ocenić, co jest zbędne. Można np zliczyć wydatki nadprogramowe typu urodziny, wizyta u lekarza i tym samym wiedzieć, ile tak naprawdę wydaje się na samo jedzenie, ile na kosmetyki, ile na ubrania, gdzie można zaoszczędzić.

5. Zabawki, ubrania dla dzieci

Zabawki...nie kupuje ich. Wkurzają mnie okropnie. Zabawki pod choinkę, które mało nie kosztowały leżą i kurzą się w szafie. Zabawki u nas są przechodnie, po kuzynach. Z małymi wyjątkami. Ubrania. Też sobie przekazujemy. Kiedy kupuję nowe ubrania, nie szaleje. Kiedy córka była malutka, kupowałam te śliczne szmatki, które założyła 3 razy. Zresztą, kiedy się nagromadzi ubrań, zapomina się co się już ma.

To chyba wszystko. Może komuś się przyda. Czasem myślę, że nawet gdybym była bogata i tak nie wydawałabym kasy na pierdoły :)

poniedziałek, 2 maja 2016

Weszłam w stare spodnie

Dzisiaj z samego rana weszłam na wagę. Waga teraz spada po długim okresie buntu. Ważę 73,2. Jednak, żeby troszkę się zdołować wyciągnęłam z szafy swoje motywacyjne spodnie, które jeszcze jakiś czas temu wchodziły mi nad kolana. Myślałam, że może teraz wejdą mi na tyłek, ale nie dopnę. A tu proszę...weszłam. Dopięłam się i nawet mogę w nich swobodnie chodzić i siadać :)
Wiadomo, brzuch jeszcze zostawia sporo do życzenia, ale biorąc pod uwagę, że mam dwoje dzieci, nie jest źle. Zawsze się tym pocieszam :)




Zdjęcie, które kiedyś zrobiłam sobie do porównania skasowałam w przypływie złości... pomyślałam, że na cholerę mam to trzymać, nigdy nie schudnę i kupie sobie nowe spodnie :)

środa, 27 kwietnia 2016

5 kg do końca maja

Taki mam cel. Zrzucić 4 kg do końca maja. Czy to dużo? Nie wiem, ale tak ma być :)
Teraz ważę 74.6 kg.
Biorąc pod uwagę, że 25 lutego ważyłam 82 kg, wynik jest zadowalający. Chociaż przez moje lenistwo i brak przemyślanego działania nie idzie to szybko :)
A czemu do końca maja?
Nie wiem sama. Zakładam, że od czerwca zrobi się ciepło, więc miło by było pozbyć się boczków. Chociaż tragedii nie ma.

Nie piszę zbyt często, bo szczerze mówiąc o czym... dzieci, dom, szkoła. I tak w kółko. Szczerze? Dobija mnie ta monotonia. Staram się jak mogę nie siedzieć w domu, chodzę dużo na spacery, ale... to nie to samo co praca. Jeszcze nie teraz. Planuje wrócić do pracy w 2018 roku. Skończę szkołę i poszukam pracy w jakimś gabinecie stomatologicznym. Tak będzie :) Bo mimo wszystko jestem świadoma, że nic nie zwróci mi czasu spędzonego z dziećmi.

niedziela, 27 marca 2016

53 dni bez słodyczy. Wyzwanie bez słodyczy i kawy do świąt wykonane.

Powiem szczerze, że byłam pewna, że dzisiaj rzucę się na słodycze. W połowie tego wyzwania planowałam, że kupie sobie 5 wielkich czekolad i je zjem sama.
Jednak... dzisiaj zjadłam 4 cukierki, 2 kawałki sernika i kawałek bloku, zapiłam to wszystko kawą i cierpię...
Muli mnie, chce mi się wymiotować i ciśnie mnie pod lewym żebrem :(
Chyba mój detoks był skuteczny.
Wiadomo były małe wpadki typu: 1 michałek i kawałek szarlotki w szkole (urodzinowe), chlebek bananowy, murzynek (ale bez cukru) i kawałek gorzkiej czekolady.
Zaczęły mi smakować suszone śliwki, orzechy, otręby a nawet inka.
Nie wrócę do opychania się cukierkami. Będę je jeść tylko w sobotę, ale to tak po jednym.
Do picia kawy chyba też nie wrócę. Chyba, że okazyjnie u mamy. Nie trzęsą mi się już ręce jak staremu pijakowi.
Zauważyłam też, że nawet przed okresem wywaliło mi tylko 3 krostki a nie cały bok przy brodzie.



Mąż po świętach już wyjeżdża do Szwecji. Na 3 miesiące... w tym czasie przejdę na dietę, bo nie będą mnie kusiły, kebaby, pizza, kotlety mielone itp. Nie ma tego złego. Śmieje się, że jak wróci to mnie nie pozna :D

poniedziałek, 21 marca 2016

Od 6 marca -4 cm w biodrach

Ostatnio miałam zastój.
Nic nie szło, a jak szło to w górę. Myślę sobie: no to są chyba jakieś jaja!!! Po co się męczę?!
Na szczęście nie wróciłam do starych zwyczajów i nie napchałam się słodyczami. W sobotę zjadłam pasek gorzkiej czekolady. A tak od 3 lutego był tylko michałek, kawałek szarlotki i murzynek, którego sama sobie upiekłam i nie dodałam do niego białego cukru. I jak dla mnie był i tak dobry.

Dzisiejsza waga to 76.5. Magiczne 77 poleciało w niepamięć. To chyba zasługa pizzy na kolacje :P No co...

Zmierzyłam się i okazało się, że spadło mi od 6 marca 4 cm w biodrach i 2 cm w brzuchu. Opłacało się nie poddać i przeczekać kryzys :)

Co raz lepiej idzie mi dobieranie posiłków. Wiecie, że ja na proporcjach się nie znam, więc jem co lubię i uważam za zdrowe.

Na śniadanie jem jogurt naturalny z otrębami, orzechami włoskimi, siemieniem lnianym, suszonymi śliwkami. Zrobiłam sobie takie własne musli. Jak nie mam jogurtu to robię sobie omlet, lub kanapki z chleba pełnoziarnistego.

Na obiad: warzywa na parze i pierś oczywiście, że smażona lub ryba. Wszelkie zupy. Jeśli ktoś zrobi mi obiad nie gardzę niczym :P

Kolacja - teraz z kolacjami mam problem... macie jakieś pomysły na lekką kolację?

Cieszy mnie to, że widzę luzy w spodniach i, że podobno już widać efekty.
Początkowo myślałam, że po świętach rzucę się na słodycze, ale już nie mam nawet ochoty. Kupie sobie tylko czekoladę oreo, to moja ulubiona. A w święta najem się sernika. I słodycze będę ograniczać do weekendów, ale w małych ilościach.

To samo tyczy się kawy.
Jej też nie pije od 3.02 i widzę, że nie trzęsą mi się ręce jak staremu bywalcowi klubu AA. Magnez uzupełniłam nie słodzonym kakaem i inką z magnezem. Mam o wiele mniej krostek, chociaż nadal je mam, wina hormonów.


A co u mnie? Mąż planuje wyjechać za 4 tyg do Szwecji na 6 miesięcy. Będzie wracał dwa razy w miesiącu na weekend. Boję się, że zabije teściową :P